Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 1
Benito Perez Galdós
DONIA PERFECTA
ROZDZIAŁ I
VILLAHORRENDAL... PIĘĆ MINUT POSTOJU!
Pociąg osobowo-towarowy, numer 65, jadący z głębi kraju — nieważne, o jaką linię kolejową w tym wypadku chodzi — zatrzymał się na małej stacyjce, położonej między sto siedemdziesiątym pierwszym a sto siedemdziesiątym drugim kilometrem: niemal wszyscy pasażerowie drugiej i trzeciej klasy albo spali, albo też w dalszym ciągu ziewali w przedziałach, gdyż przejmujący ziąb poranka nie zachęcał do przechadzki po pustym peronie. Jedyny pasażer, który jechał pierwszą klasą, wysiadł pośpiesznie z pociągu i zwracając się do kolejarzy zapytał, czy to stacja Villahorrenda (nazwa ta, podobnie jak wiele innych nazw w tej powieści, jest prawnie zastrzeżona przez autora).
— Tak, Villahorrenda — odpowiedział konduktor, a głos jego zmieszał się z gdakaniem kur, które właśnie w tej chwili ładowano do wagonu. — Zapomniałem pana wywołać, senior de Rey. Zdaje mi się, że konie już czekają.
— Ależ tu zimno, diabelnie zimno — powiedział podróżny otulając się płaszczem. — Czyby nie można tu gdzie wypocząć i odetchnąć przed konną jazdą przez' ten mroźny kraj?
Nie skończył jeszcze, gdy konduktor, wzywany przez naglące obowiązki swojego zawodu, odszedł nie udzieliwszy odpowiedzi.