Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 11
do nich. Nasz podróżny odwrócił się i zobaczył człowieka," właściwie zaś mówiąc centaura, jako że nie można było wyobrazić sobie bardziej harmonijnego połączenia jeźdźca z koniem. Człowiek ten odznaczał się potężną, muskularną budową ciała, oczy miał wielkie, ciemne, głowę wielką, wąsy czarne: był w średnim wieku, z wyglądu raczej gwałtowny i popędliwy. Cała jego postać była uosobieniem siły. Siedział na wspaniałym koniu o szerokiej piersi, podobnym do koni z Partenonu. Uprząż konia była malownicza, charakterystyczna dla tych okolic, a na zadzie zwisała mu skórzana torba pocztowa, na której widać było z daleka wielki napis „poczta".
— Dzień dobry, senior Caballuco — powiedział Licurgo pozdrawiając nadjeżdżającego. — Wyprzedziliśmy pana! Ale jeśli pan zechce, to jeszcze nas minie
— Wypocznę trochę — odpowiedział senior Caballuco zwalniając kroku swojego konia i przypatrując się bacznie najgodniejszemu z podróżnych. — Gdy trafia się taka dobra kompania...
— Ten pan — powiedział Licurgo uśmiechając się — jest bratankiem donii Perfecty.
— Ach! Nareszcie poznaję wielmożnego pana!...
Obaj wymienili ukłony. Należy dodać, że Caballuco uczynił to z oznakami wyniosłości i dumy, które świadczyły co najmniej o tym, że zdawał sobie sprawę ze swej wielkiej wartości względnie też wysokiej pozycji społecznej w tych stronach. Gdy dumny jeździec pozostał nieco w tyle, aby porozmawiać z dwoma policjantami, którzy właśnie wjechali na drogę, podróżny zapytał swego przewodnika:
— Co to za gość?
— Jak to? Caballuco.
— Kimże więc jest ten Caballuco?
— Niemożliwe!... Nie słyszał pan o nim? — powiedział chłop, zdziwiony rozbrajającą niewiedzą bratanka donii Perfecty. — To dzielny człowiek, świetny jeździec i największy na całą okolicę znawca koni. Bardzo go w Orbajosie lubimy, gdyż jest on, prawdę mówiąc, tak dobry jak błogosławieństwo Boże... To wielka u nas osoba. Nawet gubernator prowincji pierwszy mu się kłania.