Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 12
— Podczas wyborów...
— Madrycki rząd pisze do niego pisma z wielkim uszanowaniem w retule ...Rzuca drążkiem, jak sarn święty Krzysztof, a bronią każdego rodzaju włada tak, jak my posługujemy się własnymi palcami. Gdy było jeszcze myto, nie mogli sobie z nim poradzić: co noc słychać było strzelaninę u bram miasta. Otacza się ludźmi bardzo wartościowymi, takimi, co to nadają się do wszystkiego: do tańca i do różańca... Jest łaskawy dla biednych, a jeśli ktoś obcy chciałby wyrządzić krzywdę któremuś z dzieci Orbajosy, miałby z nim do czynienia... Niemal nigdy nie przychodzą do nas żołnierze z Madriles , bo gdy przychodzili, codziennie lała się krew. Caballuco szukał zwady z byle powodu. Teraz, zdaje się, jest w biedzie. Zadowolił się rozwożeniem poczty, ale uporczywie stara się w Zarządzie Miejskim o ponowne wprowadzenie myta, które z pewnością znowu by przez niego musieli znieść. Nie wiem, jak to się stać mogło, że nie słyszał pan o nim w Madrycie. Jest przecież synem sławnego Caballuca, który brał udział w zamieszkach. A ten Caballuco ojciec był synem innego Caballuca dziadka, który brał udział w buntach — w innych okolicach... Ponieważ ludzie przebąkują, że znowu wybuchną rozruchy, gdyż wszystko jest obecnie na opak i przewrócone do góry nogami, przypuszczamy, że Caballuco weźmie w nich udział uzupełniając w ten sposób czyny swego ojca i dziadka, którzy na naszą chwałę urodzili się w Orbajosie.
Nasz podróżny był zaskoczony tym, że znalazł jeszcze w tych stronach swoistą odmianę błędnego rycerstwa. Nie miał jednak okazji zadać nowych pytań, gdyż ten, którego miały tyczyć, znowu się do nich przyłączył mówiąc z niezadowoleniem:
— Policjanci wykończyli trzech więźniów. Powiedziałem ich dowódcy, żeby mieli się na baczności. Jutro porozmawiam o tym z gubernatorem prowincji.
— Jedzie pan do X...?
— Nie, senior Licurgo, gubernator do nas przyjedzie. Musi pan wiedzieć, że mają zamiar rozlokować w Orbajosie parę pułków.