Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 21
twarzy nie znalazłeś niezmąconej flegmatyczności Anglosasów — przeciwnie — była tak żywa, że oczy jego wydawały się czarne, choć nie były takie. Mógł uchodzić za doskonały symbol piękna, a jeśli byłby posągiem, rzeźbiarz wyryłby na piedestale te słowa: „mądrość, siła". Ale i bez wyraźnego napisu widać było u niega te cechy. Można je było znaleźć w jasnym spojrzeniu, w osobistym wdzięku, wreszcie w sympatii, jaką wzbudzał swoim obejściem.
Nie był gadatliwy. Tylko mętniactwo myśli i zmienność sądów skłaniają do gadulstwa. Ten nieprzeciętny, głęboko uduchowiony młody człowiek rzadko zabierał głos w prowadzonych codziennie przez jego rówieśników dyskusjach na najrozmaitsze tematy. Ale'w rozmowie towarzyskiej umiał zabłysnąć celną i rozsądną elokwencją, opartą o trzeźwy pogląd na rzeczywistość oraz o umiarkowane i trafne ocenianie spraw tego świata. Nie dopuszczał się fałszów i mistyfikacji ani też żonglerki słownej, jakiej oddają się niektóre przesycone gongoryzmem umysły. W obronie praw rzeczywistości Pepe Rey miał czasem zwyczaj stosować — nie zawsze w połączeniu z uprzejmością — oręż kpin. Wiele osób, które go ceniły, uznawały to niemal za wadę, gdyż wydawało się im to brakiem szacunku dla wielu zwykłych spraw tego świata, z którymi wszyscy się już pogodzili. Trzeba bowiem dodać, choćby nawet miał się przez to zmniejszyć prestiż naszego bohatera: Rey nie znał słodkiej tolerancji pobłażliwego stulecia, które wynalazło specjalne osłonki językowe i obyczajowe, aby zakryć to, co na pierwszy rzut oka mogłoby wydać się nieprzyjemne.
Takim, a nie innym, bez względu na to, co o nim powiedzą oszczercze języki, był człowiek, którego wujek Licurgo wprowadził do Orbajosy w chwili, gdy dzwon katedry wzywał na sumę.
Gdy obaj, zerkając do ogrodu ponad murem, zobaczyli dziewczynę i spowiednika, gdy spostrzegli jej szybki bieg w stronę domu, popędzili konie, aby wjechać w ulicę Real, gdzie wielu przechodniów przystawało patrząc na przybyłego, jak się patrzy na intruza, który chce być gościem patriarchalnego miasta. Skręcając wkrótce potem na prawo, w kierunku katedry, której przysadzista budowla panowała nad całą miejscowością, wjechali w wąską ulicę del Condestable. Ostrym podźwiękiem uderzały
o bruk podkowy, alarmując mieszkańców pobliskich domów, którzy pojawiali się w oknach i na balkonach, aby zaspokoić swoją ciekawość. Z charakterystycznym szczękiem podnosiły się żaluzje i różne twarze, niemal wyłącznie kobiece, ukazywały się na piętrach i na parterze. Zanim Pepe Rey przybył do stylowego podcienia domu Polentinosów, w Orbajosie uczyniono już wiele różnych komentarzy na temat jego osoby.