Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 23
— Jesteś pewnie znużony? — powiedziała donia Perfecta do bratanka. — Zaraz dostaniesz śniadanie.
— Jeśli ciocia pozwoli — odpowiedział przybyły — oczyszczę się najpierw z kurzu podróży.
— Dobrze. Rosario, zaprowadź swego kuzyna do przygotowanego dla niego pokoju. Pośpiesz się, José. Zaraz wydam odpowiednie polecenia.
Rosario zaprowadziła kuzyna do pięknego pokoju na parterze. Przekroczywszy próg, Pepe zauważył we wszystkich szczegółach troskliwą i czułą rękę kobiety. Wszystko tu było estetycznie urządzone, a czystość i świeżość zapraszały do odpoczynku w tak pięknym gniazdku. Gość zauważył drobnostki, które go rozśmieszyły,
— Tutaj masz dzwonek— powiedziała Rosario, biorąc w rękę sznur opadający chwostem na wezgłowie łóżka. — Wystarczy wyciągnąć rękę. Biurko jest ustawione, żeby światło padało z lewej strony... Spójrz, do tego kosza będziesz wrzucał niepotrzebne papiery... Palisz?
— Niestety, tak — odpowiedział Pepe Rey.
— Tu możesz rzucać niedopałki — powiedziała dotykając koniuszkiem bucika miskę z pozłacanej blachy, napełnioną piaskiem. — Nie znam nic brzydszego od podłogi zaśmieconej niedopałkami papierosów... A tu masz umywalkę... Komoda na bieliznę i szafa na ubrania... Zegar stoi chyba w niewłaściwym miejscu i trzeba będzie przesunąć go bliżej łóżka... Jeśli cię razi światło, możesz opuścić zasłony w oknie, pociągając za ten sznur... Popatrz, rrraz i gotowe!
Inżynier był zachwycony. Rosario otworzyła okno.
— Spójrz — powiedziała. — To okno wychodzi na ogród. Z tej strony będziesz miał słońce po południu. Zawiesiliśmy tu klatkę z kanarkiem, który śpiewa jak zwariowany. Jeśli ci będzie przeszkadzał, zabierzemy go stąd.
Otworzyła drugie okno znajdujące się w ścianie frontowej.
— A to okno — dodała — wychodzi na ulicę. Popatrz, widać stąd katedrę. Bardzo ładna i pełna kosztowności. Przyjeżdża tu