Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 27
— Odkąd mieszkam w Orbajosie— powiedział ksiądz marszcząc brwi — widzę, jak co roku przybywa tu trudna do uchwycenia liczba wybitnych osobistości ze stolicy. Jednych sprowadzają tu przedwyborcze rozgrywki, innych chęć obejrzenia jakiegoś opuszczonego majątku lub zabytków katedry, a wszyscy zaczynają od tego, że mówią nam o angielskich pługach, o mechanicznych młockarniach, śluzach wodnych, bankach i Bóg wie jeszcze jakich idiotyzmach. Powtarzają wciąż tę samą piosenkę, że jest źle, a mogłoby być lepiej. A niechże sobie idą do stu diabłów! Nam tu dobrze i obejdzie się bez odwiedzin panów ze stolicy. O wiele lepiej czujemy się, gdy nie słyszymy ciągłego ubolewania nad naszym ubóstwem, wychwalania wielkości i wspaniałości innych okolic. Więcej wie głupi w swoim domu niż mądry w cudzym, nieprawda, don José? Niech pan nie myśli przypadkiem, że wszystko to odnosi się do pana. Absolutnie nie! Tego by tylko brakowało. Dobrze wiem o tym, że mamy przed sobą jednego z najwybitniejszych przedstawicieli młodego pokolenia współczesnej Hiszpanii, człowieka, który byłby zdolny przekształcić te nasze jałowe stepy w najżyźniejsze okolice. Nie biorę też panu za złe, że śpiewa mi pan starą piosenkę o angielskich pługach, o sadownictwie i leśnictwie. Nic nie szkodzi, ludziom obdarzonym tak wielkim talentem można wybaczyć pogardę, jaką okazują naszej pokorze. Nic nie szkodzi, mój przyjacielu, nie szkodzi, don José. Panu wolno wszystko, nawet powiedzieć nam, że jesteśmy na niższym stopniu rozwoju niż Kafrowie.
Ta filipika, zakończona tonem wyraźnej ironii i w sumie dość impertynencka, nie spodobała się młodemu człowiekowi. Powstrzymał się jednak od okazania najmniejszego chociażby niezadowolenia. W dalszym ciągu brał udział w rozmowie, starając się w miarę możności omijać tematy, przy których przewrażliwiony patriotyzm lokalny księdza kanonika mógłby znaleźć łatwy pretekst do waśni. Gdy seniora zaczęła rozmawiać z bratankiem o sprawach rodzinnych, ksiądz wstał i zaczął się przechadzać po pokoju.
Była to przestronna i jasna izba, ze starymi tapetami na ścianach, których kwiaty i gałązki, chociaż wypłowiałe, dzięki czyś-