Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 30
to, ponieważ będzie nam ksiądz towarzyszył przy skromnym obiedzie.
Kanonik skłonił się, miłym uśmiechem wyrażając zgodę. Obiad minął w serdecznej atmosferze. Wszystkie potrawy odznaczały się nadmiarem, choć tę nieproporcjonalną obfitość, charakterystyczną dla przyjęć na wsi, uzyskiwano kosztem urozmaicenia. Jedzenia było tyle, że wystarczyłoby dla dwukrotnie większej ilości osób.
Rozmowa zeszła na różne tematy.
— Powinien pan przede wszystkim zwiedzić naszą katedrę — powiedział kanonik— Mało jest takich kościołów, don JoséL. Prawdopodobnie nie znajdzie pan niczego godnego uwagi w naszym starym kościele, jako że widział pan tyle cudów za granicą... Ale my, biedni prostaczkowie z Orbajosy, uważamy ją za boską. Jej prebendariusz z XVI wieku, mistrz Lopez de Berganza, nazwał ją pulchra augustana... Mimo to dla człowieka o pańskiej wiedzy prawdopodobnie nie będzie zasługiwała na uwagę, a za piękniejsze od niej uzna pan jakiekolwiek konstrukcje żelazne.
Ironiczny sposób wyrażania się przebiegłego kanonika coraz mniej podobał się Pepe Reyowi, ale ponieważ postanowił opanowywać się i ukrywać swoje niezadowolenie, odpowiadał jedynie ogólnikami. Następnie zabrała głos donia Perfecta mówiąc żartobliwie w ten sposób:
— Uwaga, Pepe! Ostrzegam, że jeśli źle będziesz się wyrażał
o naszej świętej katedrze, stracisz naszą przyjaźń. Masz dużo wiedzy i jesteś wybitnym człowiekiem, który wszystko rozumie. Lecz jeśli stwierdzisz, że ta wielka budowla nie jest ósmym cudem świata, niech cię w dobrą godzinę strzeże twoja mądrość. Nie myśl, że tak zupełnie na niczym się nie znamy.
— Wcale nie mam zamiaru twierdzić, że ta budowla nie jest piękna — odparł Pepe. — Choć widziałem ją tylko z zewnątrz,
i to przelotnie, wywarła na mnie wielkie wrażenie swym uderza-