Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 31
jącym pięknem. Nie ma więc, droga ciociu, najmniejszych podstaw do obaw. Poza tym nie jestem mędrcem czy uczonym — i to ani trochę.
— Powoli, powoli — powiedział kanonik wyciągając rękę i dając ustom wytchnienie, ponieważ gdy mówił, odpoczywały po przeżuwaniu. — Stop. Niech pan nie udaje skromnego, don José! Dobrze wiemy, z jak wartościowym człowiekiem mamy do czynienia. Dotarła do nas wielka sława, jaką się pan cieszy, wiemy, że gdzie się pan tylko zjawi, odgrywa pan wybitną rolę. Tacy ludzie nie rodzą się co dzień. Lecz skoro w ten sposób podkreślam pańskie zasługi...
Zatrzymał się, aby ogryźć kość z mięsa, a gdy już była czyściutka, ciągnął dalej:
— Skoro w ten sposób podkreślam pańskie zasługi, niech mi będzie wolno z właściwą mi szczerością powiedzieć również coś innego. Tak jest, senior don José, tak jest, senior don Cayetano, tak, senioras, wiedza obecnie nauczana i rozpowszechniana jest śmiercią dla uczucia i słodkich złudzeń. Pod jej wpływem życie duchowe kurczy się, wszystko sprowadza się do ustalonych reguł i giną nawet wspaniale cuda natury. Wiedza niszczy zarówno piękno sztuki, jak i wiarę duszy. Wiedza mówi, że wszystko jest kłamstwem. Stara się wtłoczyć wszystko w cyfry i linie, nie tylko maria ac terras, gdzie znajdują się ludzie, ale również coelumque profundum, gdzie przebywa sam Bóg... Zadziwiające marzenia duszy, jej zachwyt mistyczny, nawet natchnienie poetów określa jako kłamstwo. Serce to gąbka, mózg — gniazdo robactwa.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a kapłan przełknął łyk wina.
— Dalej. Może zechce pan zaprzeczyć, don José — dodał — że ta nauka, którą się obecnie wykłada i rozpowszechnia, nie zmierza wprost do tego, by uczynić ze świata i z rodzaju ludzkiego jedną wielką machinę?
— To zależy, ale można się i zgodzić — powiedział don Cayetano. — Wszystko ma swoje za i swoje przeciw.