Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 33
o osoby, to Merkury dziś jest Manzanedem, Mars starcem o rzadkiej brodzie — hrabią von Moltke, Nestorem może być pan w płaszczu, zwany monsieur Thiers, Orfeusz to Verdi, Hefajst — Krupp, Apollo zaś to pierwszy lepszy poeta. Chce ksiądz więcej? A więc Jowisz, bóg zasługujący na osadzenie w twierdzy, jeśliby jeszcze żył, nie rzucałby już gromów, ponieważ piorun uderza wtedy, gdy tego chce elektryczność. Nie ma Parnasu, nie ma Olimpu, nie ma rzeki Styks ani też Pól Elizejskich — chyba te w Paryżu. Nie ma już innych zstąpień do piekieł prócz wierceń geologicznych, a podróżnik, który stamtąd zawsze wraca, mówi, że we wnętrzu ziemi nie ma potępieńców. Nie ma też innych podróży do nieba, prócz podróży astronomicznych. Ale astronomia po powrocie z takiej podróży twierdzi, że nie widziała sześciu czy siedmiu kręgów, o których mówi Dante razem z mistykami i marzycielami średniowiecza. Spotyka ona jedynie gwiazdy i odległości, linie, olbrzymie przestrzenie i nic więcej. Nie ma już fałszywych obliczeń wieku świata, gdyż paleontologia i prehistoria policzyły zęby tej czaszki, na której żyjemy, i stwierdziły jej prawdziwy wiek. Baśń — bez względu na to, jak się nazywa, pogaństwem czy też idealizmem chrześcijańskim — nie istnieje już, a wyobraźnia to trup, którego należy jedynie pochować. Wszystkie możliwe cuda sprowadzają się w ostatecznym wyniku do tych cudów, które czynię w swojej pracowni, gdy tylko tego zapragnę, przy pomocy bunsenowskiego ogniwa, przewodu i igły magnesowej. Nie ma innych rozmnożeń chleba i ryb oprócz tych, których dokonuje przemysł przy pomocy swych urządzeń i maszyn, oprócz tych, które za wzorem natury czyni drukarnia uzyskując z jednego składu czcionek tysiące egzemplarzy. W konkluzji, drogi księże kanoniku, jesteśmy świadkami odkryć i wynalazków zmierzających do unicestwienia wszystkich absurdów, fałszów, iluzji, złudzeń, przeczuleń i uprzedzeń, które zamącają umysł ludzki. Radujemy się z tego sukcesu!
. Gdy skończył mówić, na ustach kanonika pojawił się uśmieszek, a oczy nadzwyczajnie mu się ożywiły. Don Cayetano nadawał kulce z chleba najróżniejsze formy, raz rombu, to znów graniastosłupa. Donia Perfecta zbladła i utkwiła baczny wzrok w twarzy kanonika. Rosario patrzyła przerażona na kuzyna, lecz on pochylił się ku niej i szepnął ukradkiem:
— Nie zwracaj na to uwagi, kuzynko. Mówię te bzdury, aby podroczyć się z księdzem kanonikiem.