Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 34
ROZDZIAŁ VII
SPÓR SIĘ ZAOSTRZA
 
— Sądzisz może — zauważyła donia Perfecta nieco urażona — że don Inocencio odpowie ci milczeniem?
— Ależ nie! — zawołał kanonik tworząc z brwi dwa łuki. — Nie będę mierzył swych skromnych sił z tak mężnym a zarazem tak dobrze uzbrojonym przeciwnikiem. Senior don José wszystko zna, to znaczy, ma do swojej dyspozycji cały arsenał nauk ścisłych. Dobrze wiem, o tym, że doktryna, której broni, jest fałszywa, nie posiadam jednak ani talentu, ani też wymowy, by ją zwalczać. Użyłbym broni uczucia, użyłbym argumentów teologicznych, zaczerpniętych z Objawienia, z wiary, ze słowa Bożego, ale, niestety, senior don José, jako wybitny uczony, śmiałby się z teologii, z wiary, z Objawienia, z proroków, z świętej Ewangelii. Biedny głupi ksiądz, nieszczęśnik, który nie zna się na matematyce ani też na filozofii niemieckiej, gdzie jest mowa o Ja i Nie-ja. Biedny kapłan, który poznał jedynie boską wiedzę i coś niecoś poetów łacińskich, nie może stanąć w szrankach z takim dzielnym koryfeuszem nauki.
Pepe Rey wybuchnął szczerym śmiechem.
— Widzę, że ksiądz don Inocencio — powiedział — potraktował poważnie powiedziane przeze mnie głupstwa. Księże kanoniku, niech włócznie zamienią się w trzciny i wszystko skończone. Jestem pewny, że moje prawdziwe myśli nie są w niezgodzie z myślami księdza. Jest ksiądz mężem pobożnym i wykształconym. Ignorantem w tym wypadku jestem właśnie ja. Proszę mi wybaczyć, że pozwoliłem sobie na żart. Taki już jestem.
— Dziękuję — odpowiedział wyraźnie niezadowolony kapłan. — A więc stara się pan odwrócić kota ogonem. Ale dobrze wiem, wszyscy o tym dobrze wiemy, że myśli, których pan bronił, są pańskimi myślami. Nie może zresztą być inaczej. Jest pan dziecięciem wieku. Nie można zaprzeczyć, że posiada pan wspaniały umysł, pod każdym wzlędem wspaniały. Gdy pan mówił, szczerze się do tego przyznaję, czułem w duszy żal, że popada pan w tak wielkie błędy, musiałem jednakże podziwiać zarazem wzniosłość wyrażeń, zadziwiającą wymowę, zaskakującą metodę pańskiego rozumowania, siłę pańskich argumentów... Cóż to za głowa,seniora donia Perfecta, cóż to za głowa z tego pani bratanka! Gdy byłem w Madrycie i zaprowadzono mnie do Ateneum, wyznaję, że byłem zaskoczony widząc zadziwiającą przemyślność, jaką Bóg obdarzył ateuszów i protestantów.
— Księże don Inocencio — powiedziała donia Perfecta, patrząc na przemian to na bratanka, to na przyjaciela domu — uważam, że w ocenie tego chłopca przekracza ksiądz granice dobrotliwości... Nie gniewaj się, Pepe, nie zwracaj uwagi na to, co powiem, gdyż nie jestem ani mędrcem, ani filozofem, ani też teologiem, ale wydaje mi się, że don Inocencio nie chcąc miażdżyć ciebie daje właśnie dowód wielkiej skromności i chrześcijańskiego miłosierdzia. A zmiażdżyłby ciebie na pewno, gdyby tylko zechciał...
— Pani, na miłość Boską — szepnął duchowny.
— Tak jest — dodała donia Perfecta — ksiądz zawsze udaje niewiniątko, a tymczasem wie więcej niż czterech doktorów. Ach, senior don Inocencio, jakże trafne jest księdza imię. Niechże jednak nie przekonuje nas ksiądz o swej pokorze, która wcale nie jest na miejscu. Mój bratanek nie jest zarozumiały... Wie to, czego go nauczono... A jeśli nauczono go błędnie, czegóż bardziej mógłby pragnąć, jak nie tego, aby go ksiądz oświecił i wyciągnął z piekła fałszywych doktryn?
— Właśnie tylko tego pragnę, aby ksiądz spowiednik mnie