Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 35
wyciągnął... — burknął pod nosem Pepe, zrozumiawszy, że mimo woli znalazł się w labiryncie.
— Jestem głupim księdzem, który zna się jedynie na starożytnej wiedzy — odpowiedział don Inocencio. — Uznaję olbrzymią wartość świeckiej wiedzy don Joségo. Przed tak świetną wyrocznią milknę i padam na kolana.
Mówiąc to kanonik skrzyżował ,ręce na piersi i schylił głowę. Pepe Rey był nieco zmieszany skierowaniem przez ciotkę na takie tory błahej, poobiedniej rozmowy, w której wziął udział jedynie w celu jej ożywienia. Uznał za konieczne położyć kres tak niebezpiecznemu tematowi, toteż gdy don Cayetano obudził się z przemożnej drzemki, jaka ogarnęła go po deserze, zadał mu jakieś pytanie. Obudzony zaofiarował współbiesiadnikom nieodzowne w takim wypadku wykałaczki tkwiące w ogonie porcelanowego pawia.
— Wczoraj znalazłem rękę trzymającą ucho amfory, na której znajdują się liczne znaki obrzędowe. Pokażę ci ją — powiedział don Cayetano, zadowolony, że może zejść na ulubiony temat.
— Przypuszczam, że senior de Rey jest również znawcą w sprawach archeologii — powiedział kanonik, nieubłaganie goniąc swoją ofiarę, ścigając ją aż do najdalszych kryjówek.
— I ja tak sądzę — powiedziała donia Perfecta. — Na czym nie znałyby się te postępowe dzieci naszych czasów? Całą wiedzę mają w małym palcu. Uniwersytety, akademie uczą o wszystkim w mgnieniu oka, dając od razu patent na mądrość.
— Ach, nie ma pani racji — odpowiedział kanonik, widząc na twarzy inżyniera wyraz przykrości.
— Ciocia ma rację — potwierdził Pepe — uczymy się obecnie wszystkiego po trochu i opuszczamy szkoły opanowawszy jedynie podstawy różnych dziedzin nauki.
— Mówiłem — dodał kanonik — że jest pan wielkim archeologiem.
— Nie znam się ani trochę na archeologii — odparł młody człowiek. — Ruiny to tylko ruiny i nigdy nie odczuwałem przyjemności okrywania się ich pyłem.
Na twarzy don Cayetana pojawił się wyraźny grymas,