Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 37
ROZDZIAŁ VIII
W WIELKIM POŚPIECHU
 
Wkrótce potem nastąpiła zmiana sceny. Don Cayetano, pogrążony w słodkim śnie, który nim owładnął, wypoczywał po swych wzniosłych zajęciach. Gdy spał smacznie w fotelu, donia Perfecta chodziła po domu, zajęta swoimi sprawami. Rosarito usiadła przy drzwiach, które Wschodziły na ogród, i spojrzała na swego kuzyna, zwracając się do niego w milczącej mowie oczu:
— Kuzynku, siądź przy mnie i powiedz wszystko, co mi masz; powiedzieć.
Pepe, chociaż był matematykiem, zrozumiał jej spojrzenie.
— Droga kuzynko — powiedział — ależ cię musiały nudzić te nasze dzisiejsze dysputy. Bóg mi świadkiem, że chętnie nie upierałbym się przy swoim, jak to widziałaś, ale winę za to ponosi ksiądz kanonik... Wiesz co, ten ksiądz wydaje mi się dość oryginalny...
— To nadzwyczajny człowiek — odpowiedziała Rosarito zadowolona, że może udzielić kuzynowi wszelkich potrzebnych informacji i wiadomości.
— O, tak, nadzwyczajny człowiek. Od razu to widać.
— Gdy go poznasz bliżej, przekonasz się o tym...
— Że jest bezcenny. Ostatecznie wystarczy, że jest przyjacielem waszego domu, aby stał się również i moim — stwierdził! młody człowiek. — Często tu przychodzi?
— Nie ma dnia, aby nie przyszedł. A jaki jest dobry i miły. I jak bardzo mnie lubi.
— Ano, jeśli tak, to zaczyna mi się podobać ten ksiądz.
— Przychodzi także wieczorem, aby zagrać w wista — dodała dziewczyna. — O zmierzchu zbiera się u nas parę osób, sędzia pierwszej instancji, prokurator, ksiądz dziekan, sekretarz biskupa, alkald, poborca podatkowy, krewniak don Inocencia...
— Ach, Jacintito, ten adwokat,..
— Tak. Poczciwe z niego chłopaczysko. Ksiądz kanonik ubóstwia go. Od czasu gdy wrócił z uniwersytetu w swym doktorskim birecie... Jest doktorem paru fakultetów, zdał egzaminy celująco.... Nie myśl sobie... Od chwili jego przybycia, ksiądz bardzo często go tu sprowadza. Mama także bardzo go lubi... Jest zapalony do nauki i taki poważny. Odchodzi wcześnie razem ze swym opiekunem. Nigdy nie zagląda w nocy do kasyna, nie gra, nie trwoni