Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 38
pieniędzy, pracuje w kancelarii adwokackiej don Lorehza Ruiz, najlepszego adwokata w Orbajosie. Mówią, że z Jacintita będzie Wielki obrońca.
— Jego wuj nie przesadzał więc w swych pochwałach — powiedział Pepe; — Bardzo mi przykro, że plotłem tyle głupstw ha temat adwokatów... Zachowałem się niewłaściwie, nieprawda, droga kuzynko?
— Nic nie mów. Wydaje mi się, że miałeś dużo racji. — Powiedz jednak prawdę, czyż nie byłem trochę...
— Nie, nie.
— Zdjęłaś mi wielki ciężar z serca. To prawda, że z prawdziwą przykrością byłem 'ciągle przeciwnikiem tego zacnego kapłana. Bardzo mi z tego powodu przykro.
— Dochodzę do przekonania — Rosarito mówiąc to utkwiła w nim swój wzrok, a na twarzy jej pojawił się wyraz czułości — że ty nie należysz do nas.
— Co to znaczy?
— Nie wiem, czy się dobrze wyrażam, kuzynku. Chciałam powiedzieć, że niełatwo przyzwyczaisz się do sposobu mówienia i myślenia ludzi z Orbajosy. Tak mi się wydaje... przypuszczam tylko.
— Ach, nie. Jestem pewny, że się mylisz.
— Przybywasz z innych stron, z innego świata, w którym ludzie są bardzo dobrze ułożeni, bardzo mądrzy, mają piękne maniery, wykwintny sposób mówienia i są... Być może, że wyraziłam się niewłaściwie. Chciałam powiedzieć, że jesteś przyzwyczajony do przebywania w wyborowym towarzystwie, znasz się na wielu sprawach... Tu nie ma tego, czego ci potrzeba, nie ma tu ludzi mądrych ani też wielkich osobistości. Wszystko tu jest zwyczajne, Pepe. Zdaje mi się, że będziesz się nudził, bardzo będziesz się nudził i w końcu będziesz musiał pójść sobie. .
Smutek, malujący się zazwyczaj na twarzy Rosarito, przejawił się tym razem tak wyraźnie i plastycznie, że Pepe Rey głęboko się wzruszył.
— Mylisz się, droga kuzynko. Nie przynoszę tu poglądów, o które mnie podejrzewasz, ani też mój charakter czy wykształce-