Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 42
Gdy to mówił, zdawało mu się, że wypełnia wielką misję! Rosarito czuła, że nagle ogarnia ją żywe wzruszenie, że skąpa energia jej ciała nie może oprzeć się podnieceniu umysłu. Słabnąc opadła na kamień ciosowy, który w tych przyjemnych okolicach zastępował ławkę. Pepe pochylił się nad nią. Zauważył, że zamknęła oczy, opierając czoło na dłoni. Wkrótce potem córka donii Perfecty Polentinos zwróciła na kuzyna czułe spojrzenie i poprzez łzy radości powiedziała:
— Pokochałam cię wpierw, nim mogłam cię poznać. Opierając się rękoma o dłonie młodego mężczyzny wstała
i oboje zniknęli za pokrytymi listowiem gałęźmi na wysadzonej oleandrami ścieżce. Zapadał zmierzch i miły cień rozpościerał się w niżej położonej części ogrodu, podczas gdy ostatnie promienie zachodzącego słońca wieńczyły blaskiem wierzchołki drzew. Hałaśliwa ptasia republika jazgotała przeraźliwie na najwyższych gałęziach. Była to godzina, kiedy po przewędrowaniu wesołych, niezmierzonych przestworzy niebios wszystkie ptaki kładą się spać, sprzeczając się o gałąź, którą chciały wybrać za alkowę. Ćwierkanie ich przypominało czasem zarzuty i dysputę, czasem żarty i dowcipy. Swoją świergoczącą mową rzucały sobie te nicponie największe obelgi, dziobiąc się i machając skrzydełkami, podobnie jak mówcy gestykulują rękoma, gdy chcą, aby uwierzono w kłamstwa, które głoszą. W dźwiękach tych można było jednak wyczuć słowa miłości, do której zapraszała przyjemna godzina i piękna okolica. Zaostrzony słuch mógłby pochwycić te słowa:
— Zanim poznałam ciebie, już cię kochałam i jeślibyś nie przyjechał, umarłabym z rozpaczy. Mama dawała mi do czytania listy twojego ojca. Było w nich tyle pochwał ciebie, więc mówiłam sobie: „On powinien być moim mężem". Twój ojciec długo nic o tym nie pisał, żebyśmy się pobrali. Wydawało mi się to wielkim uchybieniem. Nie wiedziałam, co mam myśleć o podobnym zaniedbaniu... Wuj Cayetano mówiąc o tobie twierdził: „Takich jak on mało jest na świecie. Kobieta, która go złowi, może uważać się za szczęśliwą..." W końcu twój ojciec napisał to, co powinien... Nie mógł tego nie napisać. Czekałam codziennie... Wkrótce potem ten sam głos dodał z niepokojem:
— Ktoś idzie za nami.
Gdy wyszli z oleandrów, Pepe zauważył dwie osoby, zbliżające się w ich stronę. Dotykając liści rosnącego tam drzewka, powiedział głośno do swej towarzyszki:
— Nie należy stosować pierwszego obcinania, gdy drzewko jest jeszcze tak młode jak na przykład to, musi ono przedtem dobrze zapuścić korzenie. Świeżo przesadzone drzewa nie mają siły do przetrwania takiej operacji. Jak wiesz, korzenie mogą rozwijać się jedynie dzięki liściom, tak więc jeśli odbierzesz im liście...
— Ach, don José! — zawołał spowiednik, zbliżając się do młodych i pozdrawiając ich niewymuszonym uśmiechem. — Daje pan lekcję sadownictwa? Insere nunc, Meliboee, piros, pone ordine vites, jak powiedział wielki piewca pracy na roli. Szczep grusze, drogi Meliboe, uporządkuj winnicę... Jak zdrówko, don José?
Inżynier i kanonik podali sobie dłonie. Ten ostatni odwrócił się i wskazując na młodzieniaszka, który szedł za nim, powiedział z uśmiechem:
— Mam przyjemność przedstawić panu swego drogiego Jacintilla... dobry z niego chłopak, don José... choć też postrzelony.