Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 43
ROZDZIAŁ IX
NIEZGODA WZRASTA I GROZI PRZERODZENIEM SIĘ W NIEPRZYJAŹŃ
Obok czarnej sutanny pojawiła się świeża i zaróżowiona twarz. Jacintito pozdrowił naszego bohatera nie bez pewnego zakłopotania. Należał on do tych przedwcześnie dojrzałych młodzików, których uniwersytet wypuszcza nieprzygotowanych na ciężkie życiowe starcia, choć wmawia w nich, że są mężczyznami z racji doktorskich dyplomów. Twarz Jacintita była przyjemna i okrągła, policzki miał różowe niczym dziewczynka. Był przysadzisty i gruby, na twarzy miał nikły zarost. Liczył sobie niewiele więcej ponad dwadzieścia lat. Od dzieciństwa uczył się pod kierownictwem świetnego i rozważnego wuja swej matki, co chroniło delikatne drzewko przed wykrzywieniem w miarę rozwoju. Surowa moralność utwierdzała go w prawości, a w spełnianiu swych obowiązków szkolnych był prawie nieugięty. Po ukończeniu studiów uniwersyteckich z zadziwiająco dobrymi wynikami (nie było bowiem przedmiotu, z którego nie uzyskałby najlepszego stopnia) zaczął pracować, a jego staranność i pilność w zawodzie adwokackim pozwalały rokować, że na sali sądowej uwieczni pyszną zieleń wawrzynów z auli uniwersyteckiej.
Czasem był psotnym dzieckiem, czasem prawdziwym mężczyzną. I gdyby nie to, że Jacintitowi podobały się nieco — ą nawet bardzo — ładne dziewczynki, przezacny opiekun uważałby go za doskonałego. Bez przerwy, o każdej porze dnia, prawił mu na ten temat kazania, chcąc podciąć mu zbyt śmiałe skrzydła. Ale nawet te światowe skłonności młodzieniaszka nie zdołały ostudzić miłości, jaką nasz zacny kanonik obdarzał czarującą latorośl swojej drogiej bratanicy, Marii Remedios. Gdy w grę wchodził adwokacik — we wszystkim ustępował. Przesuwał nawet poważne, zwykłe zajęcia, gdy w grę wchodziło coś, co tyczyło przedwcześnie dojrzałego wychowanka. Surowa i stała jak nasz system planetarny metoda traciła równowagę, gdy Jacintito zachorował albo gdy wybierał się w podróż. Co właściwie daje celibat duchownych? Choć sobór trydencki zakazuje im posiadania dzieci, Pan Bóg, a nie diabeł, daje im bratanków i siostrzeńców, aby mogli poznać słodkie troski ojcostwa.
Do bezstronnego poznania cech tego udanego dziecka staje się koniecznością ukazanie jego zalet. Z usposobienia był on skłonny do uczciwości, a szlachetne czyny budziły szczery podziw jego duszy. Co się tyczy natomiast jego uzdolnień intelektualnych i wiedzy o społeczeństwie, to posiadał wszystko, co było potrzebne, aby stać się z czasem jedną z tych znakomitości, w któ-