Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 44
re obfituje Hiszpania. Miał dane po temu, aby stać się człowiekiem, którego zazwyczaj nazywamy w przenośni „dystyngowanym patrycjuszem" albo też „wybitnym mężem stanu", określenia te jednak z powodu nadużywania ich nie są zazwyczaj oceniane według swej właściwej wartości. W tym to wrażliwym okresie życia, kiedy tytuł uniwersytecki łączy dzieciństwo z wiekiem męskim, niewielu młodych ludzi, zwłaszcza jeśli byli przez swych mistrzów rozpieszczeni, umie uwolnić się od przykrego zarozumialstwa, które nadając im wiele powagi u boku mamusi — jest bardzo śmieszne w gronie prawdziwych, dojrzałych mężczyzn. Jacintito posiadał właśnie tę wadę, którą można mu wybaczyć nie tylko ze względu na młody wiek, ale również dlatego, że jego zacny kuzyn podsycał tę jego dziecięcą próżność nierozsądnymi pochwałami.
Czwórka, o której mowa, wkrótce po spotkaniu wyruszyła na dalszą przechadzkę. Jacinto milczał. Kanonik, wracając do przerwanego tematu piros, które należy szczepić, i vites, które należało uporządkować, powiedział:
— Widzę z tego, że don José jest wybitnym agronomem.
— Nic podobnego. Nie znam się na tym ani odrobinę — odpowiedział młody znawca we wszystkich dziedzinach wiedzy.
— Ależ tak, jest pan wielkim agronomem — powtórzył spowiednik. — Tylko w sprawach agronomii proszę mi nie cytować nowoczesnych rozpraw. Dla mnie cała wiedza na ten temat, senior de Rey, zawarta jest w tym, co nazywają Biblią pól — w Georgikach nieśmiertelnego poety rzymskiego. Wszystko jest tam godne podziwu, począwszy od tej wielkiej myśli Nec vero terrae ferre otnnes otnnia possunt co znaczy, że nie każda gleba odpowiada każdemu drzewu, senior don José, a skończywszy na szczegółowym traktacie o pszczołach, w którym poeta wyłuszczając sprawy tych mądrych owadów tak określa trutnia: