Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 45
Ille horridus alter
Desidia, latamque trahens inglorius alvum
o straszliwej i ociężałej postaci, wlokąc za sobą niesławny kałdun, don José...
— Czy byłby ksiądz łaskaw przetłumaczyć mi te słowa — powiedział Pepe — bardzo słabo znam łacinę.
— A ci współcześni ludzie, na co; im potrzebne studiowanie starożytności? — zauważył ironicznie kanonik. — Po łacinie pisały zresztą takie miernoty jak Wergiliusz, Cycero i Tytus Liwiusz. Ja mimo to jestem innego zdania. Niech zaświadczy o tym mój kuzynek, którego nauczyłem tego pięknego języka. Nicpoń umie już teraz więcej ode mnie. Niestety, w miarę jak czyta współczesne książki, coraz bardziej zapomina łaciny i pewnego dnia sam się nie spodzieje, kiedy zauważy, że nic nie umie. Trzeba panu wiedzieć, don José, że mojego krewniaka opanowało zainteresowanie najnowszymi książkami i najdziwaczniejszymi teoriami. Przejął się bez reszty Flammarionem i o niczym innym nie myśli, jak tylko o tym, że na gwiazdach są ludzie. No, no, zdaje się, że będziecie panowie do siebie pasowali. Jacintito, poproś pana de Rey aby cię zaznajomił z wiedzą matematyczną
i pouczył na temat filozofów niemieckich, a staniesz się pełnym człowiekiem.
Zacny ksiądz śmiał się z własnych dowcipów, a Jacinto widząc, że rozmowa zeszła na odpowiadający mu temat, ubiegł don Joségo i z miejsca strzelił do niego pytaniem:
— Niech mi pan powie, senior don José, co sądzi pan o darwinizmie?
Inżynier uśmiechnął się na ten wybryk niemądrego zarozumialca. Chętnie pomógłby młodzieńcowi brnąć po tej drodze dziecinnej fanfaronady. Uważając jednak, że roztropniej będzie trzy-