Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 46
mać się raczej z daleka od księdza i jego pociotka, odpowiedział po prostu:
— Nie mogę mieć własnego zdania o doktrynach Darwina, ponieważ bardzo słabo je znam. Moje zajęcia zawodowe nie pozwoliły mi poświęcić się tym studiom.
— Ano — powiedział kanonik śmiejąc się. — Wszystko sprowadza się do tego, że pochodzimy od małp... Gdyby to powiedział mając na myśli jedynie pewne znane mi osoby, miałby rację.
— Teoria doboru naturalnego — dodał z zapałem Jacinto — ma, zdaje się, wielu zwolenników w Niemczech.
— Nie wątpię w to — powiedział ksiądz. — Niemcy nie powinni jednak uważać tej teorii za prawdziwą ze względu na Bismarcka.
Na drodze naszej, czwórki pojawiła się donia Perfecta i don Cayetano.
— Jaki piękny wieczór! — powiedziała seniora. — No i cóż, bratanku, bardzo się nudzisz?...
— Nic podobnego — odpowiedział młody człowiek.
— Nie zaprzeczaj. Mówiliśmy o tym właśnie z don Cayetanem. Nudzisz się, ale chcesz to ukryć.. Nie wszyscy młodzi ludzie posiadają w naszych czasach tyle chęci dobrowolnego wyrzeczenia się, aby móc spędzać młodość, jak Jacinto, w miejscowości, gdzie nie ma Teatru Królewskiego ani aktorów, gdzie nie ma tancerek ani też filozofów, Ateneum, brukowych gazet, kongresów, czy też innych rozrywek i zabaw.
— Bardzo dobrze się tu czuję — odpowiedział Pepe. — Mówiłem właśnie do Rosario, że to miasto i ten dom są dla mnie tak przyjemne, iż chciałbym tu żyć i umrzeć.
Rosario mocno się zaczerwieniła, pozostali umilkli. Usiedli w altance, a Jacinto pośpiesznie zajął miejsce po lewej stronie panny.
— Muszę cię, mój drogi, przestrzec w pewnej sprawie — powiedziała donia Perfecta, a na jej uśmiechniętej twarzy pojawił się wyraz dobroci, która promieniowała z jej duszy jak zapach z kwiatu. — Nie myśl jednak, że chcę cię skarcić albo też