Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 48
Rosario z trwogą obserwowała twarz kuzyna, starając się odgadnąć jego odpowiedź, zanim ją jeszcze wypowie.
— Na pewno kogoś innego wzięto za mnie.
— Nie, nie... to byłeś ty... Nie wypieraj się, jesteśmy wśród swoich, wśród ludzi godnych zaufania. To byłeś ty, sama ciebie widziałam.
— Ciocia?
— Właśnie. Nie zaprzeczysz chyba, że zacząłeś przyglądać się obrazom przechodząc wśród wiernych, którzy słuchali mszy?.,. Daję ci słowo — tak byłam roztargniona tymi twoimi spacerami, że... No, ale... najważniejsze, żeby się to nie powtórzyło. Potem wszedłeś do kaplicy świętego Grzegorza. Przy ołtarzu było Podniesienie, ale ty nawet się nie odwróciłeś, aby okazać swe uczucia religijne. Potem przeszedłeś w poprzek cały kościół, zbliżyłeś się do grobu gubernatora, położyłeś ręce na ołtarzu, przepchałeś się następnie przez inną grupę wiernych, zwracając na siebie powszechną uwagę. Wszystkie dziewczęta patrzyły na ciebie, a ty wydawałeś się zadowolony z tego, że tak ślicznie przeszkadzasz w nabożeństwie i skupieniu tym zacnym ludziom.
— Mój Boże! Na ileż to wzgardy zasłużyłem! — zawołał Pepe na pół znudzony, na pół rozweselony. — Jestem potworem, choć nigdy tego nie przypuszczałem.
— Nie. Dobrze wiem, że jesteś porządnym chłopcem — powiedziała donia Perfecta, obserwując przesadnie poważne i nieruchome oblicze kanonika, który, zdawało się, zamiast twarzy miał maskę z kartonu. — Ale, synu mój, między tym, co się myśli, a okazywaniem tego tak bez zastanowienia istnieje różnica, którą człowiek rozsądny i. skromny zawsze powinien brać pod uwagę. Dobrze wiem o tym, że twoje zapatrywania są... nie gniewaj się, bo jeśli będziesz się gniewał, to przestanę mówić... uważam, że co innego jest mieć takie czy inne poglądy na religię, a co innego to okazywać... Na pewno nie będę ciebie ganić za to, że nie wierzysz, iż Pan Bóg stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje, za to, że uważasz, jakobyśmy pochodzili od małp, albo też za to, że odmawiasz duszy ludzkiej nieśmier-