Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 5
nek, a co innego ten, kto go siodła — odpowiedział chłop — ale z twarzy wszystko można wyczytać... Prawdziwy klejnot weźmie pan sobie za żonę! A ona pięknego chłopca!
Caballero nie słyszał ostatnich słów wujka Licurga, gdyż jechał zamyślony i nieco roztargniony. Na jednym z zakrętów chłop zmienił kierunek jazdy mówiąc:
— Musimy teraz pojechać ścieżką. Most jest uszkodzony, a przejechać rzekę w bród można tylko koło Cerrillo de los Lirios.
— Cerrillo de los Lirios — powtórzył don José, wyrwany z zamyślenia. — Jakże często spotyka, się w tej brzydkiej okolicy poetyczne nazwy. Odkąd podróżuję w tych stronach, zaskakuje mnie straszliwa ironia nazw. Miejscowość, której krajobraz jest ponury surowością i beznadziejnie smutny, nazywa się Valleameno . Nędzne zbiorowisko lepianek na jałowej równinie, które w przeróżny sposób wysławia swoją biedę, ma czelność zwać się Villarica . Mamy tu też skalisty i piaszczysty wąwóz, gdzie nawet oset nie może rosnąć, nazwany Valdeflores . Przed nami znajduje się Cerrillo de los Lirios, gdzie jednak są te lilie, na Boga! Ja widzę tylko kamienie i jakby wypłowiałą trawę. Nazwijcie go Cerrillo de la Desolación, wtedy przyznam wam słuszność. Z wyjątkiem Villahorrendy, która zdaje się już w chwili swego powstania została właściwie nazwana, wszystkie nazwy zakrawają tu na kpiny. Słowa piękne, rzeczywistość natomiast prozaiczna i nędzna. Ślepi byliby szczęśliwi w tej okolicy, która jest rajem dla języka, ale dla oczu piekłem.
Licurgo albo nie słyszał słów don Joségo, albo też nie zwrócił na nie uwagi. Mętna i wzburzona rzeka płynęła z niecierpliwym pośpiechem, jakby uciekając ze swoich własnych brzegów. Gdy przejechali ją w bród, chłop wyciągnął ramię w kierunku widocznych po lewej stronie rozległych i nagich pól.