Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 54
ROZDZIAŁ X
POWSTANIE NIEPRZYJAŹNI NIE ULEGA WĄTPLIWOŚCI
Pepe Rey był zmieszany i zakłopotany, wściekły na całe towarzystwo i na siebie samego. Starał się znaleźć powód tej walki, która wbrew jego woli zaistniała między jego myślami a myślami przyjaciół jego ciotki. Zasępiony i smutny, przewidując przykre następstwa, siedział jakiś czas na ławce altanki z opuszczoną na piersi brodą, ze zmarszczonymi brwiami i założonymi rękami. Myślał, że jest sam.
Nagle usłyszał głos, nucący wesoło przez zęby refren piosenki z operetki. Spojrzał w stronę, skąd dochodził ten głos, i w przeciwległym kącie altanki zobaczył don Jacinta.
— Ach, senior de Rey — powiedział niespodziewanie chłopak — nie można bezkarnie obrażać uczuć religijnych olbrzymiej większości narodu. Jeśli nie podziela pan tego zdania, niech pan weźmie pod uwagę to, co zdarzyło się podczas pierwszej rewolucji francuskiej...
Gdy Pepe usłyszał brzęczenie tego owada, zdenerwowanie jego wzrosło. Mimo to nie czuł w swoim sercu nienawiści do młodego doktora. Dokuczał mu tak, jak dokuczają muchy — nic więcej. Rey odczuł przykrość, jaką zawsze wywołują niemile widziane istoty, i tak, jak zmusza się trutnia do ucieczki, odpowiedział:
— Co może mieć wspólnego rewolucja francuska z płaszczem Najświętszej Marii Panny? Wstał, aby odejść do domu, ale nie uczynił nawet czterech kroków, gdy znowu usłyszał brzęczenie komara:
— Senior don José, muszę porozmawiać z panem w sprawie, która pana bardzo obchodzi, a może przysporzyć panu nieco kłopotu...
— O jaką znów sprawę chodzi? — powiedział wracając młody człowiek. — Cóż to takiego?
— Może się już pan domyśla — powiedział młodzieniaszek podchodząc do niego z uśmiechem. Miał minę człowieka interesu, gdy zajmuje się czymś poważnym. — Chcę porozmawiać z panem o rozprawie sądowej...
— O jakiej znów rozprawie?... Przyjacielu, pan jako adwokat marzy o rozprawach i widzi pan wszędzie tylko papier ze znaczkami stemplowymi.
— Jak to?... Nic pan nie wie o swojej sprawie? — zapytało ze zdziwieniem dziecko.
— O mojej sprawie?... Nigdy, dosłownie nigdy się nie procesowałem.
— Jeśli więc pan nic o tym nie wie, cieszę się, że mogę pana przestrzec, aby się pan miał na baczności... Tak, proszę pana, będzie się pan procesował.
— Aż kim to?
— Z wujkiem Licurgiem oraz z innymi sąsiadami dziedziczonego przez pana majątku, zwanego los Alamillos.
Pepe Rey był zaskoczony.
— Tak, proszę pana — dodał adwokacik. — Dziś wujek Licurgo miał ze mną długą rozmowę. Ponieważ jestem przyjacielem tego domu, uważałem za swój obowiązek przestrzec pana, aby, jeśli uważa pan to za stosowne, pośpieszył się pan z załatwieniem całej sprawy.
— Ależ co ja mam załatwiać? Czego ten drań chce ode mnie?
— Zdaje mi się, że parę strumyków, których źródła biją na pańskich gruntach, zmieniło swoje łożyska. Spływają one teraz na cegielnię wyżej wymienionego Licurga oraz na młyn innego pańskiego sąsiada, powodując znaczne szkody. Mój klient...