Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 55
Ufparł się, żebym wyciągnął, go z tej kabały... A więc mój klient domaga się, aby przywrócił pan strumieniom stare koryta, aby usunął pan powód dalszych strat i wynagrodził szkody, które poniósł z powodu niedbalstwa właściciela,
— A tym właścicielem jestem ja!... Jeśli zapłaczę się w proces, będzie to pierwszy plon, jaki w całym mym życiu dały mi te sławetne Alamillos. Niby to są moje, ale jak słyszę, należą do każdego, kto tylko tego chce, gdyż tak Licurgo, jak i inni tutejsi chłopi oskubują mnie powolutku, z roku na rok, z kawałków ziemi. Dziś trudno już będzie ustalić na nowo granice mojej własności.
— To inna sprawa.
— To nie jest inna sprawa — powiedział inżynier nie mogąc pohamować złości. — Właściwym procesem będzie ten, który ja wytoczę tym nicponiom. Chcą mnie zapewne zanudzić i zniechęcić, abym na wszystko machnął ręką i pozwolił im zatrzymać to, co ukradli. Zobaczymy, czy znajdą się adwokaci i sędziowie, którzy pobłogosławią podłym kombinacjom tych pieniaczy, tych chamów żyjących z procesowania się, tych moli cudzej własności. Caballerito, dziękuję panu za ostrzeżenie mnie przed nikczemnymi zamiarami tych złodziei, gorszych od samego Cacusa. Powiem panu. tylko tyle, że właśnie ta cegielnia i młyn, z powodu których Licurgo rości sobie pretensje, są, prawdę mówiąc, moją własnością...
— Trzeba, by przeprowadzić rewizję tytułu własności i stwierdzić, czy nie mamy tu do czynienia z przedawnieniem — powiedział Jacintito.
— Z jakim znów przedawnieniem! Ci bezwstydnicy nie będą się ze mnie naigrawać. Mam nadzieję, że sądownictwo w Orbajosie jest uczciwe i oparte na prawie.
— Na pewno! — zawołał tonem pochwały niedawny student. — Nasz sędzia jest wspaniałym człowiekiem. Bywa w tym domu co wieczór... Dziwi mnie jednak to, że nic pan nie wie o roszczeniach, wujka Licurga. Nie wzywano pana na sąd polubowny?
— Nie.