Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 6
— To Alamillos de Bustamante — powiedział.
— Moje pola — zawołał z radością don José, wodząc wzrokiem po smutnej ziemi, rozjaśnionej pierwszymi promieniami słońca. — Po raz pierwszy widzę ziemię, którą odziedziczyłem po matce. Biedaczka tak wychwalała ten kraj, tyle cudów opowiadała mi
o nim! Będąc dzieckiem myślałem, że żyć tutaj znaczy to samo, co żyć w raju. Owoce, kwiaty, polowania, góry, jeziora, rzeki, poetyczne strumyki, pokryte łąkami wzgórza, wszystko to było w Alamillos de Bustamante, na tej ziemi błogosławionej, najlepszej i najpiękniejszej ze wszystkich... Do diabła! Ludzie tego kraju żyją wyobraźnią! Jeśliby mnie w dzieciństwie, gdy żyłem jeszcze myślami i entuzjazmem mojej zacnej matki, zaprowadzono tutaj — i dla mnie byłyby wtedy cudowne te gołe pagórki, piaszczyste albo podmokłe równiny, te stare chałupy, w których ludzie mieszkają razem ze zwierzętami, te rozklekotane koła wodne, z których kapie tyle tylko wody, że można nią podlać poletko kapusty, ta nędzna pustka, na jaką teraz patrzę.
— To najlepsza ziemia w okolicy — powiedział wujek Licurgo. — Nie znam lepszej od niej pod cieciorkę.
— Bardzo się z tego cieszę, gdyż ta sławna gleba, od czasu gdy ją odziedziczyłem, nie dała mi ani grosza.
Imiennik mądrego prawodawcy spartańskiego potarł ucho
i westchnął.
— Powiedziano mi jednak — ciągnął don José — że niektórzy sąsiedzi zaczęli worywać się w moje włości, oskubując mnie powolutku. Nie ma tu kamieni granicznych ani miedz, ani też poczucia cudzej własności, senior Licurgo.
Zapadła chwila milczenia, można by odnieść wrażenie, że subtelny umysł chłopa pogrążony był w głębokich rozważaniach. Wypowiedział się w końcu na ten temat:
— Wujek Pasolargo, zwany przez nas Filozofem ze względu na swoją zapobiegliwość, zaczął worywać się w Alamillos ód strony pustelni. Tu trochę, tam trochę... wyszarpał sobie sześć fanegadas.