Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 62
ROZDZIAŁ XI
NIEPRZYJAŹŃ WZRASTA
 
W ciągu kilku następnych dni Rey poznał wiele miejscowych osobistości i odwiedził kasyno, zawierając znajomość z osobami, które spędziły całe życie w salach tej instytucji.
Młodzież Orbajosy nie przebywała jednak tam stale, jakby to mógł przypuścić ktoś złośliwy. Wieczorami można było zobaczyć pod katedrą i na placyku powstałym przez skrzyżowanie ulicy del Condestable z ulicą la Triperia grupkę mężczyzn, którzy owinięci z fantazją w płaszcze przyglądali się przechodniom, jak gdyby pełnili wartę. Gdy była ładna pogoda, ci wybitni reprezentanci kultury naszego starożytnego miasta kierowali się, zawsze w nieodzownym płaszczyku, na promenadę noszącą nazwę de las Descalzas, utworzoną przez dwa szeregi chuderlawych topól oraz kilka wypłowiałych janowców. Tam świetna ta plejada zerkała na córki tego czy innego dona, które również wychodziły na spacer. Tak mijał zwykle wieczór. Z nadejściem nocy kasyno znowu się zapełniało. Podczas gdy część towarzystwa rozkoszowała się hazardową grą w „monte" , inni czytali pisma. Najwięcej jednak było rozprawiających w kawiarni na przeróżne tematy, jak na przykład: o polityce, koniach, walkach byków, przede wszystkim zaś o miejscowych plotkach. Wynikiem tych wszystkich dyskusji było zawsze stwierdzenie wyższości Orbajosy i jej mieszkańców nad innymi miejscowościami i mieszkańcami ziemi.
Wybitni ci mężowie stanowili śmietankę sławnego miasta. Jedni z nich byli bogatymi patrycjuszami, drudzy — nędzarzami, ale wszyscy byli wolni od wyższych aspiracji. Odznaczali się niezmąconą powagą żebraka, który niczego już więcej nie pragnie, jeśli posiada kęs suchego chleba, którym może oszukać głód,