Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 66
Łatwo pojąć, że don José nie był człowiekiem zdolnym znieść tyle przeciwności, zwłaszcza jeśli mógł tego wszystkiego uniknąć przez swoją nieobecność. Szlachetne miasto matki rysowało się w jego wyobraźni niby straszliwa bestia, która wpijała w niego swoje okrutne pazury i wysysała zeń krew. Uwolnienie, jak sądził, mogła mu przynieść jedynie ucieczka. Zatrzymywały go jednak w Orbajosie ważne względy, jakimi są zawsze względy serca. Przymocowały go one do skały męczeństwa silnymi okowami. Czuł się jednak tak obco, powiedzmy to wprost, jak cudzoziemiec w tym ponurym mieście procesów, starożytnych zabytków, zawiści i plotkarstwa, że powziął decyzję opuszczenia go bez zwłoki. Postanowił jednak zarazem zrealizować projekt, który go tu sprowadził. Pewnego ranka nadarzyła się ku temu okazja. Przedstawił więc swój plan ciotce.
— Mój bratanku — odpowiedziała donia Perfecta z właściwą sobie słodyczą — nie unoś się. Wyglądasz tak, jakbyś miał za. chwilę wybuchnąć, zupełnie jak twój ojciec. Żywy ogień... Powiedziałam ci już, że chętnie nazwę cię swoim synem. Nawet jeślibyś nie miał zalet i uzdolnień, które cię wyróżniają (i pominąwszy -ustereczki, których również ci nie brak), jeślibyś więc nawet nie był tak znakomitym młodym człowiekiem, wystarczyłoby to, że wasz związek zaproponowany został przez twojego ojca, któremu tak wiele obie zawdzięczamy, abym ten projekt przyjęła. Rosario również nie będzie się sprzeciwiała, skoro ja tego chcę.
o cóż więc chodzi? O głupstwo — jedynie o trochę czasu do namysłu. Nikt się nie żeni tak szybko, jakbyś ty tego chciał. Mogłoby to stworzyć pretekst do uwag, które niewątpliwie ubliżałyby czci mojej drogiej córki... Rozumiem, ponieważ znasz się świetnie na maszynach, chciałbyś dokonać wszystkiego z szybkością maszyny parowej. Poczekaj, chłopcze, poczekaj... Po co ci się tak śpieszyć? Ten wstręt, który czujesz, w stosunku do naszej biednej Orbajosy, to tylko kaprys. Widać od razu, że ty umiesz żyć jedynie w otoczeniu hrabiów i markizów, mówców
i dyplomatów... Chcesz się ożenić i na zawsze oderwać córkę ode mnie — dodała ocierając łzę. — Skoro już tak stawiasz