Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 67
sprawę, niebaczny młody człowieku, miej przynajmniej litość i odłóż termin tego tak bardzo upragnionego przez ciebie wesela... Cóż to za niecierpliwość... Cóż to za wielka miłość! Nie sądziłam, aby taka biedna prowincjuszka, jak moja córka, mogła obudzić w kimś tak wulkaniczną namiętność.
Argumenty ciotki nie przekonały don Joségo, ale nie chciał się jej sprzeciwiać. Postanowił więc czekać tak długo, jak to tylko będzie możliwe.
Do powodów niezadowolenia, które dotychczas zatruwały mu życie, dołączył się wkrótce jeszcze jeden. Od dwóch tygodni przebywał już w Orbajosie, ale przez cały ten okres czasu nie otrzymał ani jednego listu od ojca. Winy za to nie mógł przypisać nieporządkom panującym na poczcie w Orbajosie, ponieważ naczelnikiem poczty był przyjaciel i protegowany donii Perfecty, która nakazywała mu codziennie zwracać baczną uwagę na to, aby listy adresowane do jej bratanka nie zaginęły po drodze. Do domu jej przychodził również listonosz, niejaki Cristóbal Ramos, czyli Caballuco, którego już znamy. Do niego właśnie zwracała się zazwyczaj donia Perfecta z tego rodzaju energicznymi napomnieniami i reprymendami:
— Ładnie na tej poczcie pracujecie... Jak się to mogło zdarzyć, żeby mój bratanek nie otrzymał jeszcze ani jednego listu od chwili swojego przyjazdu do Orbajosy?... Jeśli takim durniom powierza się roznoszenie korespondencji, nie może być naturalnie mowy o porządku. Będę musiała porozmawiać z panem gubernatorem, aby się dobrze zastanowił nad tym, jakich ludzi zatrudnia w administracji.
Caballuco, wzruszając ramionami, patrzył na don Joségo z miną wyrażającą całkowitą obojętność. Pewnego dnia przyniósł z sobą jakąś przesyłkę.
— Chwała Bogu — powiedziała donia Perfecta do bratanka — dostałeś nareszcie, list od ojca. Możesz się cieszyć, mój drogi. Dość. się już martwiliśmy z powodu niechęci twojego ojca do pisania listów... Co nowego? Na pewno dobre wiadomości —