Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 68
dodała widząc, że Pepe Rey otwiera przesyłkę z gorączkową niecierpliwością. Rzuciwszy wzrokiem na pierwsze słowa listu inżynier zbladł.
— Jezus Maria, co ci jest, Pepe? — zawołała donia Perfecta wstając przerażona — czyżby ojciec zachorował?
— To nie jest list od ojca — odpowiedział Pepe, a na twarzy jego malowało się najwyższe zakłopotanie.
— Co się stało?
— Z rozkazu ministerstwa odebrano mi zlecenie, które otrzymałem...
— Niemożliwe.
— Zwykłe usunięcie ze stanowiska, zredagowane w sposób bardzo mało dla mnie pochlebny.
— Czy widział ktoś większe łajdactwo! — zawołała donia Perfecta otrząsając się zwolna ze zdumienia.
— Co za upokorzenie — cichym głosem powiedział młody człowiek. — Pierwszy raz w życiu spotyka mnie podobna nieprzyjemność.
— Ależ ten rząd zasługuje na karę Bożą. Któż to widział sprawiać ci taką przykrość. Jeśli chcesz, napiszę do Madrytu. Mam tam stosunki i uzyskam, że rząd naprawi ten. brutalny nietakt i da ci satysfakcję.
— Dziękuję, ciociu, nie chcę protekcji — odpowiedział z niesmakiem młody człowiek.
— Zaproponowałam ci to, gdyż spotyka cię wyraźna niesprawiedliwość, rozbój na równej drodze... Jakże można usunąć ze stanowiska człowieka o takich zasługach, takiego wybitnego naukowca... Nie, naprawdę, nie mogę opanować swojej złości.
— Dojdę do tego — powiedział energicznie Pepe — kto to chce mi szkodzić...
— Ten pan minister... Czegóż jednak można się spodziewać po tych podłych politykierach?
— W tym wszystkim maczał rękę ktoś, kto postanowił doprowadzić mnie, do skrajnej rozpaczy — stwierdził dotknięty do żywego młody człowiek. — To nie jest sprawka ministra. Te i inne