Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 71
— Przejdzie jej to. Na pewno przejdzie. Zobaczymy, może już wieczorem wybijemy jej z głowy te melancholijne myśli. Urządzimy zabawę, aby się mogła rozerwać. Może byś tak poszedł do domu don Inocencia i powiedział mu, żeby przyszedł do nas dziś wieczorem i przyprowadził z sobą Jacintilla?
— Jacintilla!
— Tak. Gdy Rosarito popada w tego rodzaju melancholię, jedynie ten młodzieniaszek potrafi ją rozerwać...
— Ja jednak pójdę do niej...
— Ależ nie, chłopcze.
— Widzę, że w tym domu panuje etykieta.
— Śmiejesz się z nas. Rób, co ci radzę.
— Chcę się jednak z nią widzieć.
— Nie, nie znasz tej dziewczyny.
— Zdaję mi się, że dobrze ją poznałem... Dobrze, zostanę... Lecz ta samotność jest straszliwa.
— Masz tu pana pisarza.
— Niech go czarci porwą!
— Zdaje mj się, że przyszedł również pan prokurator... Nadzwyczajny człowiek.
— I takim, go też powieszą.
— Człowiecze, interesujące sprawy, jeśli tyczą ciebie osobiście, posłużą ci za uprzyjemnienie czasu. Ktoś nadchodzi. Zdaje mi się, że to nasz doświadczony agronom. Będziesz mógł się rozerwać.
— Do diabła z taką rozrywką!
— Jeśli mnie oczy nie mylą, przybył przed chwilą wujek Licurgo z wujkiem Pasolargo; Być może po to, aby zaproponować ci porozumienie.
— Rzucę się do wody.
— Ale jesteś niewdzięczny! Przecież oni wszyscy tak bardzo cię lubią... No, ale aby już niczego nie brakowało, jest tu także woźny sądowy. Przychodzi, aby ci wręczyć wezwanie.
— Aby mnie ukrzyżować.
Wszyscy wymienieni poprzednio weszli do pokoju.
— Idę sobie. Baw się dobrze, Pepe — powiedziała donia Perfecta.
— Niech mnie ziemia pochłonie! — zawołał młody człowiek z rozpaczą.
— Senior don José...
— Kochany senior don José...
— Szanowny senior don José...
— Najdroższy senior don José...
— Najzacniejszy nasz przyjacielu, senior don José... Słysząc te lukrowane pochlebstwa Pepe Rey głęboko westchnął
i skapitulował. Oddał swe ciało i duszę katom, którzy szermowali straszliwymi arkuszami oblepionego znaczkami stemplowymi papieru, podczas gdy ofiara wznosząc ku niebu oczy mówiła do siebie z chrześcijańską pokorą:
— Ojcze mój, czemuś mnie opuścił?