Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 73
kając przed wrzawą wszedł bezmyślnie do salonu przeznaczonego na zabawy taneczne, teraz jednak nie 6ylo tam żywej duszy. Ociężale usiadł przy oknie, patrząc na ulicę.
Była to wąziutka uliczka, posiadająca więcej rogów i zakrętów niż domów, położona w cieniu straszliwej katedry, której czarny, zniszczony mur przytłaczał otoczenie swym ogromem. Pepe Rey spojrzał we wszystkie strony, w górę i w dół, obserwując łagodny, cmentarny spokój: ani jednego kroku, ani jednego dźwięku, ani jednego spojrzenia. Nagle o jego uszy obiły się dziwne odgłosy, przypominające szept kobiecych warg. Usłyszał potem zgrzyt podnoszonej żaluzji, parę słów, wreszcie cicho nuconą piosenkę i szczekanie pieska pokojowego. Te i inne dowody gromadnego życia w takim miejscu wydały mu się bardzo dziwne. Rozglądając się uważnie Pepe Rey spostrzegł, że odgłosy te dochodziły z olbrzymiego balkonu z żaluzjami, który prezentował swoje masywne kształty naprzeciwko jego okna. Nie ukończył jeszcze swych obserwacji, gdy nagle zjawił się przy nim pewien kompan z kasyna i śmiejąc się zagadnął go:
— Ach, to pan, senior de Rey. Taki to z pana ptaszek? Zamknął się pan tu, aby uwodzić dziewczynki?.
Człowiek, który wymówił te słowa, nazywał się, don Juan Tafetan. Bardzo przyjemne to indywiduum należało do nielicznych bywalców kasyna, którzy okazywali don Josému serdeczną przyjaźń i szczery podziw. Czerwone policzki, przyczernione wąsiki, żywe oczy, drobna postawa, nadzwyczaj starannie uczesane włosy (aby ukryć początki łysiny) — wszystko to sprawiło, że don Juan Tafetan nie był zbyt podobny do Antinousa. Mimo to był bardzo sympatyczny, układny i umiał interesująco opowiadać ciekawe przygody. Często się śmiał, a wtedy twarz jego — od czoła aż do brody — pokrywała się śmiesznymi fałdami. Mimo tych swoich właściwości i powszechnej sympatii, co winno go pobudzać do pikantnych kawałów, nie należał on do ludzi złośliwych. Wszyscy go lubili, a Pepe Rey spędzał z nim przyjemne chwile. Biedny Tafetan, będący niegdyś urzędnikiem administracji cywilnej głównego miasta tej prowincji, żył skromnie z pensji w sekretariacie Opieki Społecznej, a swoje dochody uzupełniał grając