Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 74
z zapałem na klarnecie podczas procesji, na uroczystościach religijnych i w teatrze, gdy jakaś trupa zdecydowanych na wszystko aktorów pojawiała się w okolicy z perfidnym zamiarem dawania przedstawień w Orbajosie.
Najbardziej charakterystyczną cechą don Juana Tafetana była jednak jego skłonność do ładnych dziewcząt. W swoim czasie, gdy nie ukrywał jeszcze łysiny sześcioma napomadowanymi włoskami, gdy nie przyczerniał wąsa, gdy był prosty i smukły, nie przytłoczony ciężarem lat, należał do pierwszych uwodzicieli. Słuchając opowiadań o jego podbojach można było skonać ze śmiechu, gdyż bywają różni don Juani, ale ten należał do najbardziej oryginalnych.
— Jakie dziewczęta? Nie widzę ich tutaj — odpowiedział Pepe Rey.
— Niech pan tylko nie robi z siebie ascety!
Jedna z żaluzji balkonu podniosła, się i można było zobaczyć młodą, uśmiechniętą, czarującą twarzyczkę, która natychmiast znikła jak światło zgaszone przez wiatr.
— Widzę już, widzę.
— Nie wie pan, kto to?
— Dalibóg, nie.
— To Troyanki, córki Troi. Nie zna pan tego, co warto poznać... Wspaniałe dziewczęta, trzy córki pułkownika ze sztabu twierdzy, który zginął w madryckich walkach ulicznych w 54 roku.
Żaluzja podniosła się znowu i pojawiły się pod nią dwie twarze.
— Śmieją się z nas — powiedział Tafetan, przyjacielsko kiwając ręką w stronę dziewcząt.
— Pan je zna?
— Jakże mógłbym ich nie znać? Nieboraczki znajdują się w wielkiej biedzie. Sam nie wiem, z czego właściwie żyją. Gdy poległ don Francisco Troya, urządzono składkę na nie, ale nie mogła wystarczyć im na długo.