Donia Perfecta cz. 1 (Perez Galdós Benito)
Strona 9
Boskiej i dwa świeczniki. Przed dwoma laty obrabowali pociąg jadący do Madrytu.
Don José słysząc o tych smutnych wypadkach poczuł, że jego odwaga nieco słabnie.
— Widzi pan ten wielki i wyniosły pagórek, hen daleko? To tam właśnie ukrywają się ci łotrzykowie, w jaskiniach zwanych Estancia de los Caballeros .
— Estancia de los Caballeros!
— Tak, senior. Wychodzą na szosę, gdy policja nie zwraca na nich uwagi, i rabują, co się da. Widzi pan krzyż za zakrętem? Postawiono go na pamiątkę śmierci sędziego z Villahorrendy, zamordowanego przez nich podczas wyborów.
— Tak, widzę jakiś krzyż.
— Jest tam stary dom, w którym ukrywają się czatując na woźniców. Ta okolica nazywa się las Delicias .
— Las Delicias!
— Gdyby wszyscy zabici przez nich i obrabowani zmartwychwstali, można by sformować całą armię.
Gdy tak rozmawiali, strzały rozległy się bliżej, co zwiększyło niepokój w sercach mężnych podróżnych, z wyjątkiem tylko młodego parobka, który niecierpliwie podskakując poprosił pana Licurga, aby pozwolił mu pobiec tam i popatrzeć na walkę, jaka się wywiązała. Widząc tę postawę chłopaka, don José zawstydził się swojego lęku, a co najmniej respektu dla bandytów. Krzyknął Więc, dając klaczy ostrogi:
— Pojedziemy tam wszyscy, może będziemy mogli pomóc nieszczęśliwym podróżnym, którzy znaleźli się w potrzebie. Pokażemy tym „rycerzom"!
Licurgo starał się przekonać młodego człowieka, że jego zamierzenia są zuchwałe, a szlachetne myśli niepotrzebne, gdyż napadnięci podróżni są już na pewno obrabowani, być może i pozbawieni życia, nie potrzebują więc już niczyjej pomocy. Don